Schola na pielgrzymce

miniaturaW sobotę 16 czerwca dzieci i młodzież, która przez poprzedni rok uczestniczyła w parafialnej scholi wyruszyła na pielgrzymkę wraz z księdzem Mirosławem Wilkiem.

Wyprawa miała być formą podziękowania księdza proboszcza za całoroczne zaangażowanie w śpiew podczas Mszy świętych. Z racji tego, że wielu osobom nie pasował ten termin, a pozostały wolne miejsca, do scholi dołączyli również ministranci.

Właściwie trzeba by tę relację zacząć od końca, czyli podsumowania. I tak: wszystko dopisało... tylko nie pogoda. To był najzimniejszy i najbardziej deszczowy dzień w ciągu całego tygodnia. Ale program był tak napięty, że nie było to wielkim problemem. A celem pielgrzymki była Częstochowa i okolice.

Pobłogosławieni na drogę przez księdza proboszcza wyruszyliśmy po ósmej rano w kierunku Częstochowy, gdzie dotarliśmy do Muzeum Monet i Medali Jana Pawła II. To największa kolekcja tego typu na świecie, a oprócz monet i medali zawiera wiele innych cennych pamiątek, jak np. relikwie św. Jana Pawła II, jego stroje, jak też pamiątki ofiarowane przez wielu kardynałów, biskupów czy też papieskiego fotografa. Uwagę zwiedzających przykuwa charakterystyczna, wiernie wykonana figura siedzącego papieża Polaka. A wszystko to okraszone wspaniałymi opowieściami samego prezesa Krzysztofa Witkowskiego, a także niezwykłym komputerowym systemem oświetlenia kolekcji. W sali widowiskowej przyległej do muzeum mogliśmy wysłuchać utworu z płyty wydanej przez ks. Mirosława, a chętni próbowali swoich umiejętności na ustawionych na scenie instrumentach, a Pan prezes jak przystało na muzeum Jana Pawła II zagrał ulubioną pieśń świętego, czyli "Barkę". Bardzo interesująca i pełna ciekawych opowieści wizyta w muzeum trochę się przedłużyła, więc trzeba było wyruszyć w drogę.

Kolejnym etapem podróży była miejscowość Święta Anna, w której mieści się zespół klasztorny sióstr dominikanek wraz z kościołem pod tym samym wezwaniem. Kult św. Anny datowany jest tu od XV w., ale siostry klauzurowe zamieszkują tu od 150 lat. Zakon charakteryzuje się tym, że działa w zamknięciu, siostry nie opuszczają klasztoru i w dawnych czasach nie miały nawet możliwości kontaktowania się z ludźmi z zewnątrz, stąd charakterystyczna krata oddzielająca pomieszczenia klasztoru. Jednak siostra, która opowiadała o swoim zakonie zapewniła, że czasy się zmieniły i obecnie nie ma już tak ostrych rygorów, a siostry nie są jakimiś więźniami, ale taki styl życia wybierają jako swoje powołanie. Opowieści siostry wzbudziły wielkie zainteresowanie i masę pytań, a na koniec nie zabrakło elementu współczesnego, czyli selfie z siostrą.

Po wizycie w Świętej Annie przyszedł czas na odwiedziny sanktuarium maryjnego w Gidlach, gdzie otaczana jest czcią cudowna figura Matki Bożej. Kościół przez cały czas odwiedzają wielkie rzesze pielgrzymów. Historię sanktuarium i cudownej figurki przedstawił w skrócie jeden z ojców dominikanów, którzy są tu już od XVII wieku. Zakonnik w bardzo żywiołowy i pełen energii sposób potrafił swoją opowieścią zainteresować zwłaszcza młodszych słuchaczy, a poważne mury zakonnego kościoła wypełniały co chwilę salwy śmiechu. Mogliśmy się dowiedzieć, czym jest "Kąpiółka" czy "gidelskie winko", a także dlaczego nowenna do Matki Bożej Gidelskiej może służyć jako podkładka pod pilota od telewizora (to też taki element nowoczesności!). Odpowiedź jest prosta: każdy w domu wie, gdzie jest pilot, a w przerwie na reklamę można telewizor wyłączyć i odmówić nowennę. Przyznacie, że to niezły pomysł!

No i ostatnia część pielgrzymki - wieś Zawada koło Częstochowy, jak się okazało była to pierwsza parafia księdza Mirosława, a obecna sołtys wsi (siostra opiekunki obecnego parafialnego chórku) śpiewała w zespole parafialnym założonym przez księdza 33 lata temu. O godz. 17.30 ksiądz proboszcz Szczepan Wylaź odprawił Mszę świętą, w której udział wzięły obydwie schole, a przy ołtarzu służyli nasi ministranci. Po Mszy świętej mimo wciąż lekko mżącego deszczu udało się rozpalić ognisko i upiec kiełbaski , po czym w salce parafialnej oba zespoły urządziły swego rodzaju festiwal, zachęcając do włączenia się w śpiew piosenek ze swojego repertuaru. Radości nie było końca, dlatego dla wszystkich był to najdłuższy dzień w roku (chociaż ten najdłuższy dopiero za parę dni). I jeszcze jedno podsumowanie, tym razem na koniec: kto nie był, niech żałuje.